1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Świadectwa

• W IMIĘ OJCA I SYNA I DUCHA ŚWIĘTEGO!

Boże Drogi!
Przez wiele lat stałem u Twych drzwi, nie mając odwagi i siły, by je otworzyć. Brakowało mi przekonania i wiary w Twoje istnienie, w Twoją dobroć i umiłowanie wszystkich Twoich dzieci.
Mimo pewnych wahań zawsze jednak wyczuwałem istnienie Anioła Stróża, który czuwał nade mną i chronił mnie swoją opieką. 
Coś jednak się zmieniło, gdy na drodze swojego życia poznałem swoją przyszła żonę. To dzięki niej mój stosunek do Ciebie, Boże zmienił się w wiarę o Twoim istnieniu i w umiłowanie Ciebie. To dzięki niej przystąpię do sakramentu Bierzmowania.
Dużą zasługę ma Siostra Jadwiżanka, która otoczyła mnie opieką w drodze do tego Sakramentu.
Panie Boże, już mój umiłowany, czuwaj nad Nimi i obdarz je swoimi łaskami, a mnie nie opuszczaj do końca mych dni. Amen.

Witold
(przygotowywał się w Ośrodku Katechumenalnym do bierzmowania)

_____________________________________________________________

• URODZONA PO PIĘĆDZIESIĄTCE

Zaczęłam życie na nowo w wieku 51 lat. Umarłam i narodziłam się ponownie. Mieszkam w tym samym miejscu, tak samo się nazywam, ale jestem inna, czuję to w swoim wnętrzu. Czy inni widzą zmiany jakie zaszły we mnie? Chcę by widzieli! Droga była długa i pokrętna. Brakowało odwagi, by przyjść i powiedzieć: Proszę o chrzest, o życie wieczne, o wiarę, chcę być dzieckiem Boga. Myślałam, ale się bałam, czego? Był we mnie lęk przed wyśmianiem, odrzuceniem, pytaniami: dlaczego dopiero teraz? Widzę jak niesprawiedliwie oceniałam i przepraszam za to. Droga była długa, ale wreszcie napotkałam ludzi, którzy wskazali kierunek, wzięli za rękę i prowadzili, pomogli podnieść się gdy upadałam, dodawali sił modlitwą.
W Wielki Tydzień tak niezwykle wyraźnie czułam, że jestem pod opieką Kościoła, modlitwa otaczała mnie - otulała i chroniła. Była we mnie. Nie potrafię opisać swojej radości z przyjęcia chrztu, bierzmowania a zwłaszcza Komunii Świętej. Zaczęłam nowe życie w Chrystusie, jestem dzieckiem Bożym. Dziękuję modlitwą i proszę o modlitwę bym nie była jak to ziarno, które padło na grunt skalisty lub pomiędzy ciernie.

Natasza, neofitka

_____________________________________________________________

• PO REKOLEKCJACH

W maju 2012 r. uczestniczyłam w Rekolekcjach w Domu Rekolekcyjnym w Szczecinie-Golęcinie.
Był to dla mnie krótki, ale piękny czas. Nie spodziewałam się, że Rekolekcje mogą być tak pięknym przeżyciem. Ksiądz Piotr wspólnie z
Siostrami prowadzący te Rekolekcje są radosnymi ciepłymi ludźmi, co równie mocno wpływa na ich piękno. Podczas Rekolekcji można wiele spraw przemyśleć, wyciszyć się,a przede wszystkim zbliżyć bardzo do Boga.

Gorąco zachęcam
Ewa, uczestniczka

_____________________________________________________________

• ŚWIADECTWO NEOFITY

Początek.

            Od kiedy sięgam pamięcią, wiedziałem, że „Coś” jest, że Bóg istnieje. W dzieciństwie otrzymałem podstawy wiary. Mama nauczyła mnie Modlitwy Pańskiej Ojcze Nasz, opowiadała o Biblii i dziejach biblijnych. Jednak o chrzcie miałem zadecydować samodzielnie w życiu dorosłym. Pierwsza była moja starsza siostra, która przyjęła chrzest po osiemnastym roku życia.

Droga św. Piotra.

            Moja droga do wiary przypominała raczej drogę św. Piotra niż drogę św. Pawła. Było to powolne dojrzewanie, poznanie, zrozumienie i umacnianie się.

Pierwsza poważna myśl o chrzcie, pojawiła się, kiedy dostaliśmy z żoną zgodę na ślub kościelny. Wówczas to ksiądz mocno namawiał mnie, żeby tę sprawę uregulować. Ochrzciliśmy dzieci i czułem się niepewnie przychodząc z nimi do kościoła: mogę robić znak krzyża, czy nie, klęknąć, czy nie klękać?

A co mu się stało?

            „A co mu się stało?” - zapytał mąż mojej matki chrzestnej. Kluczowe dla mojej decyzji i umocnienia się wiary było posiadanie rodziny i wychowywanie dzieci. Z tej miłości, z tego zachwytu nad dobrocią Pana, można powiedzieć: „narodziłem się na nowo”.

Cieszę się, że stało się to w Roku Wiary.

            Obecnie jestem neofitą. Dzięki przygotowaniu w Archidiecezjalnym Ośrodku Katechumenalnym działającym przy bazylice, w Wigilie Paschalną bieżącego roku przyjąłem sakramenty chrześcijańskiego wtajemniczenia. Był to moment radosny i bardzo miło go wspominam. Stałem się chrześcijaninem z wiarą w życie wieczne. Nadal korzystam z formacji w ramach wspólnoty neofitów. Przed Wielkanocą przyjdzie na świat nasze kolejne dziecko (obecnie żona jest w ciąży), otrzyma imię Piotr.

Z Panem Bogiem

Szymon

                          ———————————————————————————————————

• ŚWIADECTWO NEOFITKI

HISTORIA BOŻENY

Pragnę podzielić się moja historią, mając nadzieję, że będzie pomocna w podjęciu decyzji o przystąpieniu do przyjęcia chrztu świętego, choć jednej wahającej się osobie.

Znalazłam się w trudnej sytuacji życiowej. Mąż dostał rozległego udaru mózgu. Firma, w której byłam zatrudniona rozpoczęła likwidację, a synowi pozostało do ukończenia stacjonarnych studiów półtora roku. Trzeba było wyprzedawać się, aby zorganizować pieniądze na rehabilitację męża i bieżące potrzeby. Pomimo wysiłków lekarzy, stan męża nie ulegał poprawie. Zaczęłam intensywnie się modlić, bo nic innego nie można było zrobić.

Nie zostałam ochrzczona w dzieciństwie. Chodziłam do kościoła w niedziele i święta, modliłam się ale brakowało mi przyjmowania komunii świętej. Nawet występowałam z prośbą do księży będących z wizytą „po kolędzie”, o umożliwienie mi przyjęcia sakramentów, ale zostawałam zbywana.

Kiedy przy szczecińskiej katedrze siostry Jadwiżanki zaczęły prowadzić katechumenat przygotowujący osoby dorosłe do przyjęcia chrztu świętego, zdecydowałam się spróbować. Aby sprawdzić czy podołam, w wigilie paschalną 2012 r. poszłam do katedry zobaczyć jak wygląda udzielenie sakramentów osobom dorosłym. Uroczystość była podniosła i zrobiła na mnie wrażenie.

W październiku 2012 roku zgłosiłam się do siostry Anny Sudujko i poprosiłam o przyjęcie mnie w poczet osób przygotowywanych do przyjęcia sakramentów. Tak się zaczął nowy rozdział w moim życiu. Wszelkie kłopoty i zmartwienia dnia codziennego odeszły na drugi plan, wykonywałam swoje obowiązki z niezwykłym poczuciem, że nie jestem z nimi sama. Za sprawą wspaniale prowadzonych przez księdza Lucjana katechez, otwierała się przede mną wiedza, która pozwalała na poznawanie zupełnie nowych wartości.

Zobaczyłam, że przygotowanie do przyjęcia sakramentów, to przede wszystkim przygotowanie naszego serca do przyjęcia Pana Jezusa. W dzisiejszych czasach to brzmi trochę archaicznie, ale to prawda. Jestem osobą bardzo racjonalną, dojrzałą wiekowo, z długim stażem małżeńskim i dorosłym już synem. A jednak to, czego doznawałam w trakcie ewangelizacji dawało mi ogromna radość, a przyjęcie sakramentów było najwspanialszym doznaniem, jakie spotkało mnie w życiu.

Teraz przystępując do komunii podczas Mszy świętej, czuję się przynależna do wspólnoty Kościoła i spełniona jako człowiek. Myślę, że właśnie tego mi w moim życiu brakowało.

Napisałam te kilka słów z wiarą, że osoby, które mają wątpliwości czy sobie poradzą, bez wahania podejmą się tego trudu. Chcę podkreślić, że opieka duchowa i zaangażowanie przygotowujących do przyjęcia sakramentów jest ogromnym wsparciem. Nie stawiają żadnych wymogów, należy tylko uczestniczyć w spotkaniach.

Jest takie powiedzenie, że „z Bogiem żyje się łatwiej”. Podpisuję się pod nim obydwiema rękoma. Dojrzałe przyjęcie Boga pozwala na dojrzałe relacje, które budują w nas spokój i poczucie bezpieczeństwa. Jako już chrześcijanin i członek Kościoła takie wartości otrzymałam, a one właśnie tworzą, moim zdaniem, obraz szczęścia.

Bożena Ślatała

 

 

baner-swiadectwa